skip to main |
skip to sidebar
Dziś założyłem swój profil na myspace. Tak powoli zaczynam upubliczniać kreacje mego alter-ego;) . Jednak bardzo powoli, cóż takie warunki, ale bywały dużo gorsze. Przyszłość nadal niepewna a w nachodzącym tygodniu tyle absurdalnych jednak ważnych spraw, juz czuje jak zaczynają walić się na mnie. Toteż przygotowania czynie już teraz, jednak przybywa do mnie coraz więcej negatywnych emocji w efekcie już głaszcze mnie lęk, mój wierny towarzysz. W najblizszym czasie tak wiele może się pozmieniać w ciągu mego istnienia.Na lepsze czy na gorsze nie mam pojęcia. A na ta chwilę muszę kontynuować czynności fizyczno-prymitywne. Taki to los. Jeśli ktos to czyta,niech napiszę mi cokolwiek, jak dotąd zero komentarzy, a przecież nie jestem sam na tym portalu.
Wciąż jeszcze nie mam pełnego dostępu do komputera i nadal to co tu praktykuje jest próbą i praktyczną nauką.
Kiedyś montowałem pare clipów do utworów, które stymulują we mnie fantazje, wyświetlajac tym samym rózne wizje w mym zdegenerowanym umyśle. Gdy mam dostęp i możliwość robie tez wiele innych podobnych rzeczy. Na razie wiekszość na ubogich prostych programach,ale gdy będe miał nieskrępowany dostęp to z zapalczywa chęcią wykorzystam te, dające dużo więcej możliwości.
I tak oto kiedys moje potargane emocje zaczeły montować taki oto clip, rzecz jasna wciąż jest nieskonczony. Mam nadzieję ,ze wielcy, dla mnie artysci, których to fragmenty dzieł wykorzystałem, nie wytoczą mi żadnego procesu. Zrobiłem to min.z miłosci do ich sztuki za co serdecznie im dziękuję.
Wczoraj wracając ze swiętowania uczczenia sukcesów naukowych przyjaciółki,doświadczyłem czegos co nazwałbym artystyczną przygodą. Efektem tejrze przygody są moje opuchnięte dziś ręce(bardzo inensywnie napieprzałem w bongosa). Dziękuje tym, do których przypadkowo dołączyłem w parku Słowackiego,za spontaniczny udział w tworzeniu szczerej, ulicznej mega -sztuki. To było naprawdę piekne i znaczące, dla mnie przeżycie. Jesteście zajebisci, poczułem się dowartosciowany,a z poczuciem własnej wartosci u mnie kiepsko. Mam nadzieję powtórzyć to kiedyś. Jesli moje istnienie ma być czegos warte to właśnie takich chwil. Szkoda, ze nie mogłem tego uwiecznić, pamiątką są jedynie opuchnięte dłonie.