Wczoraj wracając ze swiętowania uczczenia sukcesów naukowych przyjaciółki,doświadczyłem czegos co nazwałbym artystyczną przygodą. Efektem tejrze przygody są moje opuchnięte dziś ręce(bardzo inensywnie napieprzałem w bongosa). Dziękuje tym, do których przypadkowo dołączyłem w parku Słowackiego,za spontaniczny udział w tworzeniu szczerej, ulicznej mega -sztuki. To było naprawdę piekne i znaczące, dla mnie przeżycie. Jesteście zajebisci, poczułem się dowartosciowany,a z poczuciem własnej wartosci u mnie kiepsko. Mam nadzieję powtórzyć to kiedyś. Jesli moje istnienie ma być czegos warte to właśnie takich chwil. Szkoda, ze nie mogłem tego uwiecznić, pamiątką są jedynie opuchnięte dłonie.
poniedziałek, 1 października 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

1 komentarz:
Artystyczna przygoda = napieprzanie w bongosa??
No cóż różne są rodzaje sztuki..
Prześlij komentarz